Trumna ze skrzynek
Sheldon spojrzał na termometr. Czterdzieści jeden - wyrzekł. - Biedny Hughie. Kapitan Oleson podał mu whisky. Ani myśleć o piciu - odrzekł Sheldon. - Grozi przerwaniem kiszek, ro¬zumie pan. Posłał po dozorcę, kazał kopać grób i zbić trumnę z paru starych skrzynek. Czarni nie otrzymywali trumien. Chowano ich tak, jak umierali: zsuwano ciało na wielki arkusz blachy, po czym nagich rzucano do przygotowanego dołu. Wydawszy rozkazy, Sheldon zamknął oczy i znieruchomiał na swym leżaku. Istne piekło - zaczął kapitan Oleson i przerwał natychmiast, żeby nalać sobie jeszcze whisky. - Istne piekło, powiadam panu. To wiatr przeciwny, to ci¬sza. Dziesięć dni kręciliśmy się wokoło, nie ruszywszy naprzód. Stado rekinów waliło za statkiem, bo codziennie sprawialiśmy im ucztę. Bestie chwytały za wiosła, kiedy spuszczaliśmy łodzie, żeby jechać do brzegu. Był jednak zbyt chory, aby zainteresować się żywiej, poza tym wciąż jeszcze myślał, że to sen.