Śmierć kapitana statku
Wysłany przez Seelee, doniósł, że Jessie osiadła na mieliźnie w połowie drogi pomiędzy Balesuna a wyspą Neal. Późnym wieczorem dowlekli się do Berandy dwaj ludzie z załogi, ra¬portując o utonięciu kapitana Olesona i jego pomocnika. Z tego zaś, co donosili o Jessie, Sheldon wywnioskował, że statek uważać należy za stracony. Na do¬miar złego - nadeszło to, czego Sheldon bał się najwięcej: atak febry. Drżał na całym ciele, zaś w pół godziny potem płonął niby w ogniu. Wiedział, że przy¬najmniej jeden dzień minąć musi, zanim wolno mu będzie zażyć najsłabszą choćby dozę chininy. Wpełznął pod stos koców, po chwili zaś poczuł, że wstrząsa nim głośny śmiech. Osiągnął niewątpliwie granicę klęsk. Prócz trzęsienia ziemi i zalania wysp przez morze – spotkało go już wszystko najgorsze. Flibberty Gibbet ocalał niewątpliwie na Mboli Pass.