Potężny wiatr
Sheldon, przemoczony do nitki i wycieńczony, zdziwił się łatwości, z jaką zdołał zmienić ubranie. Był jeszcze bardzo słaby, niemniej jednak czuł się nieco lepiej. Przeszedł kryzys - rozpoczynała się rekonwalescencja. - Żebym tylko nie dostał febry - powiedział głośno sam do siebie, decydu¬jąc, że zażyje chininy natychmiast, jak tylko siły na to pozwolą. Słaniając się i opierając o ściany, wyszedł na werandę. Deszcz ustał, lecz wiatr, który ucichł dął teraz z nową siłą. Morze wzburzyło się i podniosło, a potężne fale milowej długości, wygięte w pienisty łuk o dobre dwieście jardów od lądu, bić poczęły o płaski brzeg. JESSIE, pomimo rzucenia dwóch kotwic, miotała się jak szalona. Co druga, co trzecia fala rozlewała się po pokładzie. Dwie flagi sygnałowe falowały sztywno z masztu, podobne w swym gibkim na¬prężeniu do dwóch płatków cienkiej stali. Jedna błękitna, druga czerwona.