Kapitan statku

Czy nie uważasz pan, że dosyć mam mo¬gił na lądzie? Chciałem tylko wiedzieć. Nic więcej - odrzekł kapitan, bynajmniej nie obrażony. Sheldon żałował swego uniesienia. Och, panie kapitanie! - zawołał. - Jeżeli pan będzie mógł, proszę przyjść jutro na brzeg i pomóc mi trochę. Jeżeli nie, proszę przysłać mi sztur¬mana. Ależ owszem. Bezwarunkowo przybędę. Johnson umarł, sir. Zapomnia¬łem zameldować. Umarł przed trzema dniami. Sheldon widział, jak kapitan JESSIE szedł ku furtce, machając ramionami i głośno wzywając Boga, żeby raz wreszcie zatopił Wyspy Salomona. Następnie popatrzył na statek, kołyszący się leniwie na szklistej fali. Daleko na północo-zachodzie, ponad wyspą Florydą wzbierały ciężkie czarne chmury, podobne do łańcucha szczytów alpejskich. Sheldon spojrzał na towarzysza i kazał wnieść go do pokoju. Hughie Drummond konał.