Agonalny stan Sheldona

Miał poczucie - nie, pewność niezbitą - że pozostaje już tylko za¬mknąć oczy i pozwolić zdarzeniom przepływać. Umrze. Pogrąży się w niezmie¬rzoną toń odpoczynku. To takie proste. Wystarczy zamknąć powieki i nie my¬śleć o niczym. Doszedł już do stanu, w którym żyje się tylko wysiłkiem woli. Zmęczone ciało zdawało się tęsknić do rozkładu. Szaleństwem byłoby czepiać się życia. Tylokrotnie już przeżył śmierć. Po cóż przeżywać ją jeszcze raz, za¬nim umrze naprawdę? Nie bał się wcale: odwrotnie, pragnął śmierci. Zatrute ciało, wyczerpana dusza łaknęły odpoczynku. Lecz mózg, co próbował wybierać między życiem a śmiercią, pulsował wciąż jeszcze. Sheldon dostrzegł, jak łodzie przybiły do brzegu i chorzy na noszach lub plecach towarzyszy, jęcząc i wyjąc, sunąć poczęli ponurą procesją w kierun¬ku baraków. Dostrzegł, że burza wzbiera się na chmurnym niebie i pomyślał o szpitalu.